Centodieci to samochód, który najlepiej opisują liczby, ale same liczby nie tłumaczą jego znaczenia. To limitowany model Bugatti zbudowany jako hołd dla EB110, z własnym nadwoziem, potężnym W16 i produkcją zamkniętą do zaledwie 10 sztuk. Poniżej pokazuję, skąd wziął się ten projekt, co naprawdę oferuje technicznie, ile kosztował i dlaczego kolekcjonerzy traktują go jak aktywo, a nie tylko szybkie auto.
Najważniejsze fakty o tym modelu
- Powstał jako coachbuilt hypercar, czyli ręcznie budowany model specjalny, a nie zwykła odmiana seryjnego auta.
- Wyprodukowano tylko 10 egzemplarzy, a wszystkie zostały zarezerwowane jeszcze przed premierą.
- Silnik W16 generuje 1 600 PS, co przekłada się na sprint do 100 km/h w 2,4 sekundy.
- Prędkość maksymalna wynosi 380 km/h, więc to jeden z najmocniej zestrojonych Bugatti drogowych.
- Stylistyka nawiązuje do EB110, ale nie jest kopią retro, tylko nowoczesną interpretacją dawnej ikony.
- Cena katalogowa wynosiła 8 mln euro netto, a dziś wartość egzemplarzy zależy głównie od historii i specyfikacji.
Czym Centodieci wyróżnia się na tle innych Bugatti
Ja patrzę na ten model przede wszystkim jak na manifest marki. Nie jest to po prostu „mocniejszy Chiron”, tylko osobny projekt stworzony w bardzo wąskiej serii, z myślą o klientach, którzy kupują nie tylko osiągi, ale też fragment historii Bugatti. Sam fakt, że cała pula została rozdysponowana zanim auto oficjalnie pokazano światu, mówi o nim więcej niż niejedna reklama.
W praktyce Centodieci łączy dwie rzeczy, które rzadko idą razem: bezkompromisową technikę i silne odniesienie do przeszłości. To właśnie dlatego model przyciąga uwagę fanów sportowych aut. Z jednej strony ma nowoczesną platformę, napęd na cztery koła i W16, z drugiej - odwołuje się do EB110, czyli samochodu, który dla wielu osób zdefiniował dawną erę Bugatti. Taki układ sprawia, że auto jest jednocześnie współczesne i kolekcjonerskie. To prowadzi prosto do jego stylu, bo tam inspiracja widać od razu.

Stylistyka, która od razu zdradza inspirację EB110
Najciekawsze w tym samochodzie jest to, że retro nie zostało tu potraktowane dosłownie. Projektanci wzięli kilka mocnych motywów z EB110 i przerobili je na język współczesnego hypercara. Efekt jest bardziej dojrzalszy niż w wielu limitowanych edycjach, które kończą się na doklejonych detalach. Tutaj każdy element ma funkcję.
- Niższy przód i nowa linia dachu nadają autu bardziej klinową, agresywną sylwetkę.
- Pięć kanałów chłodzących przywołuje motyw z EB110, ale wygląda świeżo i nowocześnie.
- Szklana osłona nad silnikiem eksponuje W16 i od razu buduje poczucie mechanicznej teatralności.
- Tylny pas świetlny i duży dyfuzor porządkują masę auta i wzmacniają wrażenie szerokości.
- Pikowane wnętrze nie jest ozdobą dla ozdoby, tylko nawiązuje do dawnej Bugatti z wyraźnym naciskiem na ręczne wykończenie.
To, co lubię w tym projekcie najbardziej, to brak taniego efekciarstwa. Forma nie udaje czegoś, czym nie jest. Wloty, przetłoczenia i osłony naprawdę pracują dla chłodzenia oraz aerodynamiki, a nie tylko dla zdjęć prasowych. I właśnie dlatego ten model warto omawiać nie tylko jako obiekt pożądania, ale też jako maszynę o bardzo konkretnych parametrach.
Technika i osiągi bez marketingowej mgły
Według Bugatti, Centodieci korzysta z 8,0-litrowego silnika W16 o mocy 1 600 PS, ma napęd na cztery koła i siedmiobiegową skrzynię DSG z dwusprzęgłowym układem. To zestaw, który już sam w sobie brzmi poważnie, ale prawdziwy obraz daje dopiero tabela poniżej. Ja zawsze patrzę na takie dane nie jak na katalogowy popis, tylko jak na mapę kompromisów: co trzeba było poświęcić, żeby uzyskać taki wynik.
| Parametr | Wartość | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Silnik | 8,0 l W16, 7 993 cm³, cztery turbodoładowania | Ogromny zapas mocy i momentu obrotowego, ale też bardzo złożona konstrukcja. |
| Moc | 1 600 PS / 1 177 kW | To poziom, który stawia auto w absolutnej czołówce drogowych hypercarów. |
| Skrzynia biegów | 7-stopniowa DSG z dwoma sprzęgłami | Błyskawiczne zmiany przełożeń i wysoka odporność na gigantyczne obciążenia. |
| Napęd | Stały napęd na cztery koła | Kluczowy dla przeniesienia mocy na asfalt, zwłaszcza przy ruszaniu i wyjściu z zakrętu. |
| 0-100 km/h | 2,4 s | Przyspieszenie, które w realnym ruchu drogowym i tak trudno wykorzystać w pełni. |
| Prędkość maksymalna | 380 km/h | Wartość ważna głównie dla stabilności, aerodynamiki i prestiżu technicznego. |
| Masa | 1 995 kg | To nadal ciężkie auto, więc sukcesem jest tu nie lekkość, tylko kontrola masy i trakcji. |
| Hamulce | 420 mm z przodu, 400 mm z tyłu | Skala układu hamulcowego pokazuje, że auto projektowano pod bardzo wysokie prędkości. |
| Spalanie WLTP | 21,5 l/100 km w cyklu łączonym | To liczba formalna, ale dobrze pokazuje, że ekonomia nigdy nie była tu celem. |
Najważniejszy wniosek? Centodieci nie próbuje być lekkim torowym zabawką. To ciężki, bardzo mocny, ale też dopracowany mechanicznie samochód drogowy, który ma zachować stabilność tam, gdzie większość aut dawno traci spokój. I właśnie dlatego warto spojrzeć na niego z perspektywy prowadzenia, a nie tylko przyspieszenia.
Jak takie auto zachowuje się w normalnej jeździe
W codziennym ruchu drogowego ten samochód nie pokazuje pełnej charakterystyki. Na papierze imponuje sprintem i prędkością maksymalną, ale w praktyce większe znaczenie mają trakcja, chłodzenie, reakcja układu kierowniczego i to, czy auto pozostaje przewidywalne przy wysokim obciążeniu. Bugatti testowało Centodieci przez ponad 50 000 km, a także w komorze klimatycznej w zakresie od -20°C do +45°C, więc to nie jest projekt, który powstał tylko po to, by świetnie wyglądać na zdjęciach.
Ja widzę tu wyraźnie jedną rzecz: to auto nie zostało zbudowane z myślą o miejskiej logice. Na wąskich ulicach, progach zwalniających czy zwykłym korku cały jego potencjał zostaje ukryty, a na pierwszy plan wychodzi raczej ostrożność kierowcy niż możliwości samochodu. Najwięcej sensu ma na szybkiej trasie albo na zamkniętym torze, gdzie można docenić stabilność przy dużych prędkościach i pewność przy hamowaniu. To nie jest wada, tylko uczciwe określenie przeznaczenia.
W tym miejscu łatwo przejść do kolejnego pytania, które zwykle pojawia się naturalnie: skoro auto jest tak wyjątkowe, ile właściwie kosztowało i czy w ogóle dało się je kupić.
Ile kosztował i dlaczego dziś jest prawie nie do zdobycia
Centodieci zostało wycenione na 8 mln euro netto za egzemplarz, a cała seria liczyła tylko 10 sztuk. Jak podaje Bugatti, wszystkie auta były zarezerwowane jeszcze przed premierą, więc klasyczny proces zakupu praktycznie nie istniał. To ważne, bo w świecie takich modeli dostępność bywa równie istotna jak sama cena.
W 2026 roku nie mówimy już o nowej produkcji, tylko o egzemplarzach w rękach prywatnych i o pojedynczych transakcjach lub aukcjach. Jeden z samochodów oferowanych przez RM Sotheby’s był wyceniany na poziomie 10-15 mln euro, co dobrze pokazuje, jak mocno rynek kolekcjonerski premiuje rzadkość, stan zachowania i historię konkretnego egzemplarza. Nie każdy hypercar z czasem drożeje, ale przy tak małej serii i tak silnej marce to zjawisko jest do przewidzenia.
Jeśli ktoś patrzy na taki samochód wyłącznie przez pryzmat ceny katalogowej, łatwo zgubi sedno. W tym segmencie płaci się nie za samą moc, tylko za połączenie kilku rzeczy naraz: ręcznej budowy, limitacji, pochodzenia, specyfikacji i rozpoznawalności projektu. To właśnie dlatego warto zestawić ten model z jego inspiracją i techniczną bazą.
Dlaczego porównanie z EB110 i Chironem ma sens
Najkrócej: EB110 był historyczną inspiracją, Chiron był bazą techniczną, a Centodieci stało się interpretacją obu tych światów. To pomaga zrozumieć, że nie chodzi tu o prostą ewolucję jednego modelu, lecz o bardzo świadome budowanie narracji marki. Dla mnie to jest jeden z mocniejszych punktów całego projektu, bo Bugatti nie odcina się od własnej przeszłości, tylko ją przepisuje na nowo.
- EB110 dał punkt odniesienia stylistyczny i emocjonalny.
- Chiron dostarczył architekturę techniczną, monokok i układ napędowy.
- Centodieci połączył te dwa światy w bardzo małej, kolekcjonerskiej serii.
To porównanie jest ważne także dlatego, że pokazuje skalę różnicy między „kolejną wersją” a samochodem z własną tożsamością. Jeśli ktoś szuka najbardziej racjonalnego Bugatti, prawdopodobnie spojrzy gdzie indziej. Jeśli jednak interesuje go model, który ma znaczenie historyczne i emocjonalne, trudno o lepszy przykład.
Co naprawdę decyduje o wartości tak rzadkiego Bugatti
Gdy oceniam takie auto, patrzę nie tylko na przebieg. W przypadku limitowanego hypercara ważniejsze bywają dokumentacja, kompletność wyposażenia, historia serwisowa i zgodność specyfikacji z fabrycznym zamówieniem. Przy tak małej liczbie egzemplarzy nawet pozornie drobny detal może mieć duży wpływ na odbiór samochodu na rynku wtórnym.
Najważniejsze są zwykle cztery rzeczy: oryginalność, stan zachowania, udokumentowana obsługa i proweniencja, czyli historia własności. W praktyce oznacza to, że dwa pozornie podobne egzemplarze mogą różnić się wartością o bardzo duże kwoty. Dla kolekcjonera to nie jest kaprys, tylko rozsądna kalkulacja ryzyka i prestiżu.
Jeśli miałbym zostawić jedną praktyczną myśl, byłaby prosta: Centodieci nie jest autem do oceniania przez pryzmat codziennej użyteczności. To samochód, który pokazuje, jak marka potrafi połączyć dziedzictwo, rzemiosło i skrajne osiągi w modelu budowanym bardziej dla historii niż dla masowego rynku. Właśnie dlatego ten projekt wciąż działa na wyobraźnię i pewnie długo jeszcze będzie jednym z najgłośniejszych symboli współczesnego Bugatti.